Środa, 10 Marca 2010

Polecamy

http://niemcy-online.pl/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/762092Kongres_1.JPGlink
http://niemcy-online.pl/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/379237polska_niemcy_d.jpglink
http://niemcy-online.pl/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/397692czytam_2b.jpglink
http://niemcy-online.pl/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/156753Polacy__emigracja.jpglink
http://niemcy-online.pl/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/741891Canisius_kolleg.jpglink
http://niemcy-online.pl/components/com_gk3_photoslide/thumbs_big/102254notatnik_cyfrowy.jpglink
Niemcoznawców zapraszamy do Wrocławia! niemcy-online.pl - kim jesteśmy? Strażnicy dusz - raport specjalny Polacy w Niemczech - raport Pedofilia w niemieckiej szkole - 115 poszkodowanych Najlepszy autor NIEMCY-ONLINE.pl – konkurs z nagrodami

Wyszukiwarka

Społeczeństwo
Polscy uchodźcy w Niemczech
Autor: Łukasz Wolak    Poniedziałek, 01. Marca 2010 02:11    Drukuj Email

Dla niemcy-online.pl tematyka mniejszości polskiej w Niemczech to jeden z tematów priorytetowych. Opisaliśmy piórem profesora Krzysztofa Ruchniewicza relacje polsko-niemieckie w momencie Zjednoczenia Niemiec i w czasach wcześniejszych. Ten sam autor w tekście "Polacy w Niemczech - lata całe" prezentował również, jak na przestrzeni wieków wyglądało polsko-niemieckie sąsiedztwo. Doktor Monika Sus pokazywała na podstawie badań uniwersytetu w Bielefeld "tolerancję po europejsku". Na bieżąco informujemy też o problemach Polonii w Niemczech. Jan Łukasz Daab w swoim blogerskim komentarzu zastanawiał się, w jaki sposób pamiętać przeszłość i jak odbija się ona we współczesnych problemach polskiej mniejszości w Niemczech. Doktor Waldemar Czachur stworzył bardzo obszerny raport na temat sytuacji Polaków w Niemczech w ostatnich latach i dziś. Pora przedstawić historię polskich uchodźców w Niemczech i jej mozolnych starań, by w świecie społecznym Republiki Federalnej znaczyć więcej.

Łukasz Wolak 

Dotąd stosunkowo mało miejsca poświęcono dziejom i działalności Zjednoczeniu Polskich Uchodźców w Niemczech (ZPU). We współczesnych badaniach historii podstawowej organizacji skupiającej Polaków w Republice Federalnej miejsce poświęcali prof. Władysław Hładkiewicz, prof. Grzegorz Janusz, dr Zbigniew Tomasz Klimaszewski i prof. Krzysztof Ruchniewicz. Co te badania kilku polskich niemcoznawców mówią o zagmatwanej historii Zjednoczenia Polskich Uchodźców?

Po II Wojnie Światowej wielu Polaków - byli więźniowie obozów koncentracyjnych, robotnicy przymusowi, żołnierze - pozostało na terenie Niemiec. Wtedy to pojawiła się myśl, by stworzyć prawną reprezentację Polaków, zwłaszcza że alianci nadali im statut uchodźców - Displaced Persons (dips). Po zakończeniu II wojny światowej z różnych przyczyn pozostali oni w trzech zachodnich strefach okupacyjnych Niemiec amerykańskiej, brytyjskiej i francuskiej.

Pierwszą tego typu organizacją o zasięgu międzynarodowym było Zjednoczenie Polskie działające nie tylko w Niemczech, ale wszędzie tam gdzie rzeczywistość powojenna zastała Polaków.  Zjednoczenie Polskie w Niemczech skupiało w sobie mniejsze organizacje, było czymś w rodzaju nieformalnej centrali mniejszych związków "dipsów".

Szybko jednak okazało się, że polska kłótliwość wzięła górę. Rozbicie w łonie Zjednoczenia Polskiego przyczyniło się do upadku tej organizacji. W ciała tego związku wyłoniły się różne, skłócone środowiska uchodźców. Czas chaotycznego działania trwał kilka lat.

28 lipca 1951 roku powołano do życia Zjednoczenie Polskich Uchodźców a 30 lipca 1951 roku wybrano Zarząd Główny z siedzibą w Höxter. Organizacja uznawała tylko Rząd Polski w Londynie. Po zarejestrowaniu w sądzie niemieckim Stowarzyszenie stało się Polską organizacją uchodźczą i polityczną uznawaną przez Rząd Republiki Federalnej Niemiec.

Według różnych szacunków w działalności Zjednoczenia uczestniczyło od 6 tys. do 7 tys. członków. ZPU posiadało statut, który powoływał władze centralne m.in. Radę Stowarzyszenia, Zarząd Główny i Sąd Stowarzyszenia. Terenowe struktury ZPU podzielone zostały na IV Okręgi, które dzieliły się na Ogniska.

Statut Stowarzyszenia ZPU przewidywał członkostwo, które dzieliło się na rzeczywiste, wspierające, honorowe. Dla ZPU istotna była ilość, nie jakość. Ważniejsze było legitymowanie się dużą ilością członków - wtedy lokalne niemieckie władze traktowały Związkowców poważniej. Stad pomysł by powoływać członków honorowych, a najlepiej wciągnąć, choćby hipotetycznie w swoje struktury przeszło pięćdziesięciotysięczną grupę polskich uchodźców w Niemczech.

W latach 50. środowisko ZPU żyło ponad stan. Jednak mimo problemów finansowych rozwijało się bardzo prężnie i aktywnie wspierało opozycyjną działalność w Polsce m.in. przez organizowanie zbiórek pieniężnych oraz manifestacji. Solidarność środowiska ZPU z Polską została wyrażona przy okazji wydarzeń w Poznaniu w 1956 roku.

Swoją patriotyczną działalnością na emigracji ZPU dawało wyraz podtrzymywania tradycji, kultury i edukacji młodzieży oraz dorosłych wśród uchodźców, tworząc szkoły z językiem polskim.

Niestety ZPU nie oparło się konfliktom wewnętrznym, które rozbijały to środowisko. Lata 60. również przyniosły czas osłabienia działalności. Członkowie zmęczeni i znudzeni zaczęli odchodzić. Ciągłe "spoglądanie w tył" iluzoryczna wiara w walkę z obczyzny z komunistyczną władzą w kraju - to przestało pociągać. Polacy 15, 20 lat po wojnie potrzebowali "nowego otwarcia". Rozpoczęcia życia na własny emigracyjny rachunek - do tego było potrzebne stowarzyszenie, jego "narodowowyzwoleńcza" rola stała się ciężarem

Drugą przyczyną spadku zainteresowania ZPU była dalsza emigracji jej członków do innych krajów. Przesileniem nachodzącego kryzysu w łonie ZPU było wystąpienie za struktur Dominika Marcola, prezesa II Okręgu Nadrenia Północna- Westfalia. W efekcie w 1968 roku Marcol stworzył własną organizację - Zjednoczenie Polskich Uchodźców w Republice Federalnej- Grupa Krajowa Nadrenia-Westfalia.

Wydarzenia te były prologiem końca działalności ZPU. Była anachroniczna, niemrawa, zapatrzona w przeszłość, sterowana przez całe lata przez tego samego prezesa - Kazimierza Odrobnego. W wyniku osłabienia działalności ZPU w latach 70. organizacje polskie w Niemczech wycofały się z uznania ZPU jako naczelnej organizacji uchodźczej.

Lata 80. to widoczny upadek działalności ZPU. W 1981 roku zmarł wieloletni prezes ZPU. Po śmierci Odrobnego Centrala ZPU w Velbert przestała funkcjonować, natomiast znaczący rozwój odnotowały Ogniska i niektóre Okręgi ZPU zasilone nową tzw. „emigracją solidarnościową”.

Jednak końca działalności ZPU nie była wstanie powstrzymać nawet „świeża siła” uchodźców-azylantów emigracji stanu wojennego. W 2. połowie lat 80. kończył się czas uchodźców w Niemczech i organizacji uchodźczych. ZPU nie spełniała swojej pierwotnej funkcji. Mówiąc dosadnie, niewielu interesowała narodowowyzwoleńcza estyma Związku, chcieli żyć a nie spiskować i wspominać. Środowiska uchodźców przestały być uznawane przez Rząd Niemiecki.

 
Mężczyzna w kryzysie
Autor: Andreas Fasel    Środa, 24. Lutego 2010 16:12    Drukuj Email

Ostatnio pojawia się sporo informacji o kondycji niemieckiej gospodarki - że zła, że się nie podniesie - ba!, że Polacy przegonią Niemców już w 2040 roku. Wszystkie te informacje znaleźć można w naszym dziale raportów gospodarczych. Warto się jednak w tym czasie przyjrzeć kondycji człowieka. Poniżej tekst Andreasa Fasela z die Welt.  

Andreas Fasel (tłumaczenie Anna Hong Te - praktykantka niemcy-online.pl)

Młodzi Niemcy częściej przerywają naukę w szkole i częściej powtarzają rok. Mężczyźni odżywiają się gorzej niż kobiety i zażywają więcej narkotyków. Wstydzą się mówić o problemach, mają niższe oczekiwania życiowe, popełniają więcej przestępstw niż kobiety. I jeszcze dodatkowo: trzy razy więcej mężczyzn niż kobiet popełnia samobójstwo.

Nie ma wątpliwości: - Mężczyzna przechodzi kryzys, mówi Matthias Franz, profesor w Instytucie Medycyny Psychosomatycznej i Psychoterapii kliniki uniwersyteckiej w Düsseldorfie. Ta diagnoza nie jest właściwie niczym nowym. Ale najwyższy czas poważnie potraktować problem, mówi Franz i dodaje: musimy wreszcie wyciągnąć wnioski dla naszej polityki rodzinnej.

Franz jest jednym z inicjatorów Kongresu Mężczyzn 2010, który odbył się w weekend w Düsseldorfie. 400 lekarzy, psychologów i socjologów zebrało się, by pomówić o przyczynach i skutkach kryzysu mężczyzn.

Wykłady miały tytuły takie jak "Nowy mężczyzna?", "Mężczyzna opuszczony" albo "Mężczyzna bez ojca". Brak ojca jako przyczyna problemów w życiu mężczyzny - tym Matthias Franz zajmuje się już od lat.

Synom brakuje wzorca, na podstawie którego mogliby zaobserwować, jak właściwie funkcjonuje mężczyzna. I podczas gdy wcześniej w normalnym przypadku zawsze znalazłby się ten lub inny nauczyciel, który mógłby posłużyć jako substytut, dziś w szkołach podstawowych niemal bez wyjątku nauczają kobiety. Nauczyciele-mężczyźni w przedszkolu nie zdarzają się prawie wcale.

To połączenie jest fatalne dla dorastających chłopców, mówi Franz. Aby chłopiec mógł się uczyć, jak potrzeba ruchu i "pozostałości jego agresywnego potencjału łowcy" powinny nawiązać połączenie z zachowaniami społecznymi - potrzebuje męskiego przewodnictwa.

Jako dowód przytacza fakt, że w przypadku chłopców z rodzin składających się tylko z jednego rodzica (a więc często bez ojca) ADHD jest częściej diagnozowane, niż u chłopców, którzy dorastają w rodzinach z obojgiem rodziców.

To zrozumiałe, że przy tak wszechstronnej męskiej introspekcji nie mogło zabraknąć krytyki ze strony pań. Na feministycznych forach internetowych wypisywano, że kongres służy jedynie temu, by ponownie ożywić archaiczne męsko-damskie stereotypy.

Franz odrzuca takie oskarżenia. On sam postrzega zjawiska takie jak jeszcze istniejące "zdominowane przez mężczyzn funkcjonalne elity" bardzo krytycznie. One jeszcze bardziej utrudniają mężczyznom radzenie sobie z wymaganiami w pracy, w związkach i jako ojcom. Franz nie podaje w wątpliwość osiągnięć ruchu kobiecego, "chcę tylko wyegzekwować równość płci także dla mężczyzn".

 
Polacy w Niemczech - raport
Autor: Waldemar Czachur    Wtorek, 09. Lutego 2010 02:10    Drukuj Email

W ostatnich tygodniach media polskie i niemieckie chętnie rozpisywały się o statusie Polaków mieszkających od lat w Niemczech. Punktem odniesienia tej debaty jest podpisany przez Polskę i Niemcy 17 czerwca 1991 roku traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy oraz ekspertyza sporządzona przez Instytut Zachodni na zlecenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP. Co jednak wiemy o Polakach mieszkających w Niemczech?

Waldemar Czachur (doktor nauk humanistycznych, Germanistyka - Uniwersytet Warszawski)

Ekspertyza i medialny szum wokół niej spowodowały, że rządy polski i niemiecki chcą pochylić się nad tym zagadnieniem. Wreszcie sprawdzić, jak w praktyce spełniane są zapisy dotyczące mniejszości niemieckiej w Polsce i obywateli niemieckich pochodzenia polskiego w Niemczech.

W traktacie mowa jest o członkach mniejszości niemieckiej w Polsce, tj. osobach posiadających polskie obywatelstwo, które legitymują się niemieckim pochodzeniem lub przyznają się do języka, kultury lub tradycji niemieckiej. Chodzi tu również o osoby żyjące w Niemczech, posiadające niemieckie obywatelstwo, które są polskiego pochodzenia, albo przyznają się do języka, kultury lub tradycji polskiej.

Co ciekawe, w traktacie nie ma mowy o polskiej mniejszości w Niemczech. Nic więc dziwnego, że w Polsce krytykuje się brak symetrii w traktowaniu przez Polskę niemieckiej mniejszości i Polonii w Niemczech. Zarzuca się negocjatorom traktatu uległość wobec stanowiska Niemiec i brak wyobraźni w rozmowach negocjacyjnych.

Skąd historycznie wzięła się ta nierówność? Wspomniana wyżej ekspertyza Instytutu Zachodniego wskazuje, że za uznaniem mniejszości polskiej w Niemczech przemawia niezgodne z prawem rozwiązanie istniejącej w Niemczech polskiej mniejszości na mocy dekretu Hermanna Göringa w 1940 roku.

W konsekwencji Polska straciła prawo powoływania się na ciągłość egzystencji polskiej mniejszości w Niemczech, a co za tym idzie, rzekomo nieudolnie wynegocjowała zapisy regulujące te kwestie w traktacie.

I teraz zaskoczenie: W istocie regulacje traktatu są dla Polski korzystne, a pytanie o mniejszość polską w Niemczech błędnie postawione.

Więcej…
 
Samochód „made in Germany”, czy to wciąż gwarancja solidności ?
Autor: Sebastian Pochopień    Piątek, 22. Stycznia 2010 02:03    Drukuj Email
 

 

Od lat 60., kiedy to nastąpił rozwój branży motoryzacyjnej, samochody niemieckie oraz japońskie zostały uznane za wzorzec solidności, bezawaryjności oraz wysokiej trwałości. Obecnie auta wyprodukowane w Niemczech wciąż cieszą się uznaniem europejskich klientów. Jednak warto w tym miejscu się zastanowić, czy przypadkiem to zadowolenie nie jest wynikiem przyjętego jedynie stereotypu?

Sebastian Pochopień

Auto Bild opublikował listę rankingową bezawaryjności i trwałości samochodów. Wyniki te okazały się szczególnie zaskakujące dla Volkswagena, który dotąd uznawany był za producenta pojazdów trwałych oraz niezawodnych. Tym razem aż dwa jego modele znalazły się... na samym końcu listy. Model VW Touran zajął ostatnie miejsce w teście niezawodności, wprawdzie ani razu nie stanął na drodze, ale odnotowano w nim ponad dziesięć awarii na długiej na 100 tys. kilometrów trasie maratonu. Kolejnym modelem, który uplasował się na przedostatnim miejscu w rankingu, to model VW Polo. Podczas badań dwa razy „wylądował na lawecie” i nie można było uruchomić pojazdu.

Więcej…
 
Szczepić się czy nie? Fakty przeciw mitom
Autor: Anna Wieczorkowska    Poniedziałek, 04. Stycznia 2010 21:20    Drukuj Email

Chaotyczna dyskusja w mediach o świńskiej grypie H1N1 może mieć katastrofalne następstwa dla ochrony zdrowia naszych dzieci – obawia się niemiecka Fundacja Kindergesundheit. Przez taką dyskusję rodzice mogą wyciągać fałszywe wnioski o konieczności i bezpieczeństwie innych szczepień. W ostateczności rodzice mogą zrezygnować z innych szczepień, które jak udowodniono chronią i ratują życie dzieci.

Anna Wieczorkowska

Zmniejszenie liczby szczepień niesie za sobą niebezpieczeństwo ponownego wzrostu zachorowań na choroby, które zredukowane zostały do minimum dzięki szczepieniom. Z tego powodu Fundacja odniosła się do poglądów najczęściej pojawiających się w różnych dyskusjach przeciwników i sceptyków szczepień. Postanowiła obalić te mity, przeciwstawiając im fakty.

Więcej…
 
Niemcy mają broń jądrową! - raport specjalny
Autor: Alicja Kuropatwa    Wtorek, 12. Stycznia 2010 08:19    Drukuj Email

 

Broń jądrowa - pojęcie wywołujące gęsią skórkę u wielu. Wystarczy przypomnieć sobie zdjęcie, które zamieszczamy z lewej strony. Wystarczy wspomnieć o ofiarach z Hiroszimy i Nagasaki. Tymczasem dziś nie tylko Rosja, USA, Wielka Brytania i Francja posiadają broń jądrową. Wielu zaskoczy informacja: broń jądrową maja także także Belgia, Włochy, Holandia i Niemcy!

Alicja Kuropatwa

W sierpniu 1945 miały miejsce jedyne ataki atomowe w historii całego świata. USA zrzuciło wówczas swoje bomby na dwa japońskie miasta – Hiroszimę i Nagasaki. Amerykanie nie byli osamotnieni w badaniach nad bronią atomową. W tamtych czasach także Niemcy prowadziły takie eksperymenty (jak wskazują ślady historyczne, badania przeprowadzano również w podziemnych bunkrach w Karkonoszach). Jednak za prawdziwą wojnę jądrową uznać można przede wszystkim okres zimnej wojny. Przez ponad czterdzieści lat dwa supermocarstwa konfrontowały na wielu płaszczyznach: wojskowej, ideologicznej, gospodarczej itp. Najistotniejszym zaś elementem był technologiczny wyścig zbrojeń, który kontynuowany jest po dziś dzień.

Belgowie i Holendrzy straszą przede wszystkim posiadaniem bomby wodorowej, o Włochach mówi się, że są w stanie rozpocząć termojądrowy strajk, niemieckie jednostki lotnicze natomiast, mogą być szkolone na bomby silniejsze 13 razy o tych, które zostały zrzucone na Hiroszimę. To przerażające, ale prawdą jest, że Belgia, Niemcy, Holandia i Włochy posiadają w swoich bazach samoloty i sprzęt zdolny do wykorzystania bomb atomowych. Szacuje się, że w tych czterech krajach jest rozsianych około 200 bomb termojądrowych o nazwie B-61.

B-61 jest wodorową bombą, wyprodukowaną w USA. Jednak na mocy traktatu NATO pochodzącego z okresu zimnej wojny, bomby, które są własnością USA, mogą zostać przekazane do kontroli krajowi organizującemu siły powietrzne w czasie konfliktu. Powszechnie uważa się, że do roku 1987 stworzono około 3200 takich bomb w różnych wersjach: o różnej mocy i przeznaczeniu. 20 lat po upadku Muru Berlińskiego z tego powodu zarówno niemieccy, ale również belgijscy, włoscy i holenderscy piloci gotowi są do zaangażowania się w wojnę atomową.

Więcej…
 


Strona 1 z 4