Åšwiat zmienia siÄ™ jak w kalejdoskopie. Åšwiat internetu zmienia siÄ™ jeszcze szybciej. Podczas gdy specjaliÅ›ci od globalnej sieci wieszczÄ… jej "obywatelski rozwój" i stopniowÄ… zamianÄ™ czytelników w aktywnych autorów, sami odbiorcy sieci gÅ‚osujÄ… klikniÄ™ciami i uderzeniami palców w klawiaturÄ™. A z tej statystyki sporzÄ…dzonej w Niemczech jasno wynika - web2.0 - coraz mniej interesuje internautów.Â
Tomasz SikoraCzytelnikom niezłapanym mocno w "internetową sieć" należy się wyjaśnienie - web2.0 w przeciwieństwie do web1.0 ma zamienić internetowych "czytaczy" w "autorów". Ma sprawić, że ze zwykłych "czytaczy" przemienimy się w twórców, i sami będziemy kreować treści, które w globalnej sieci się pojawiają. Web2.0 ma sprawić, ze internet będziemy traktować nie jak strony do czytania, ale aktywne miejsce komunikacji i wspólnego tworzenia treści. Gdyby zastosować metaforę "książki": nie będziemy tylko jej czytać, ale samemu pisać - najlepiej zespołowo.  Tymczasem jest coraz więcej sygnałów, że taka aktywna postawa wobec Internetu czyli web2.0 znajduje się w kryzysie. Podstawą tej krytyki "sieci-współdziałającej" nie jest wcale wyłącznie kulturoznawczy lament dobywający się z gardeł i z pod piór specjalistów od współczesnej kultury. Odpływu "aktywnych" z internetu nie powodują także spostrzeżenia takich tuz współczesnej kultury jak wydawcy Frankfurter Allgemeine Zeitung Franka Schirrmachera, który w swojej książce "Payback" udowadnia punkt po punkcie, że Internet uzależnia, zmniejsza umiejętność koncentracji (o 70%) i ogranicza zdolność przyswajania wiedzy nie słabiej niż twarde narkotyki. Podstawą tego typu prognoz są przede wszystkim liczby, które jednoznacznie wskazują spadek ilości aktywnych internautów. Oto pracujący w Niemczech hiszpański socjolog Felipe Ortega wskazuje na internetową encyklopedię - Wikipedię - archetyp i symbol dla świata w wydaniu web2.0. W ostatnim kwartale ubiegłego roku z Wikipedii odeszło 50 tysięcy autorów, wśród nich wskazać można głównie tych z największym dorobkiem haseł. Jak wylicza Ortega to dziesięciokrotnie więcej "odejść" niż rok wcześniej. Ich miejsca nie zajmują wcale nowi wolontariusze. Podstaw dla tego odpływu autorów Ortega szuka głównie w skomplikowanym systemie edycji internetowej encyklopedii. Kiedyś każdy po paru minutach był wstanie poprawnie napisać hasło. Dziś bez szerszego przeszkolenia to się nie uda, a autorów ogranicza ogrom reguł, które muszą spełnić publikując hasło. Na tym tle wcale nie lepiej wygląda niemiecka wersja Wikipedii. Niemiecka wersja internetowej encyklopedii jest druga na świecie po angielskiej - to powód do zadowolenia dla twórców i często wskazywany w badaniach socjologicznych fakt. Tyle "oficjalnej propagandy" w praktyce trwa w niemieckiej Wikipedii ożywiona kłótnia między "regalistami" (zwolennikami istnienia wielu reguł edycyjnych) a liberałami. Liberałowie przegrywają i ostatnio z jednej strony Niemcy notują masowy odpływ twórców wikipedystów, z drugiej strony spada ilość dodawanych haseł. Co prawda niedawno przekroczyła liczbę miliona edytowanych haseł - ale tylko po to, by zaraz ten milion utracić. Jest bowiem tak, że z powodu złośliwości i przesadnego dbania o "powagę" internetowego leksykonu więcej haseł jest z niego usuwanych niż się ich pojawia - wskazuje krytyk Wikipedii Felix von Leitner. Także inne obszary światowej sieci wskazują na kurczącą się liczbę "aktywnych internautów". Według badań Uniwersytetu w Bochum, mimo olbrzymiej (wirtualnej jak się okazuje!) popularności i szerokiego rozpropagowania w mediach portal krótkich informacji mikroblogerskich - Twitter ma ledwo 5,5% interaktywnych użytkowników - czyli takich, którzy przynajmniej raz w miesiącu sami piszą, wklejają i wysyłają mikroinformacje. Statystyki takie jak powyższa są wodą na młyn krytyków digitalizacji. W swojej książce "The Cultural Logic of Computation" David Golumbia, programista i historyk mediów pisze, że mimo ciekawego i ponętnego kulturowo opakowania web2.0 nie zostało nigdy w praktyce zrealizowane. Chyba, żeby web2.0 rozumieć jako ściąganie na potęgę nielegalnych utworów z sieci i piratowanie powszechnie funkcjonujących założeń prawa autorskiego - tak, tu widać pewną kreatywność młodych web2.0. A propos - najwięcej w ubiegłym roku ściągano z sieci utworów Michaela Jacksona. To dobra metafora całego web2.0 i aktywnego działania ludzi w Internecie. W sieci nastąpiła pośmiertna kanonizacja Jacksona - usłyszeć i przeczytać można było najpierw krańcowo histeryczne peany, a przecież jakby rozsądnie się przyjrzeć to ta zbiorowa histeria spowodowała utracenie z oczu przedmiotu kultu - czyli króla popu. I tak jest z web 2.0: najpierw było histeryczne uwielbienie, a potem przeszacowanie efektów.
|