Andy Warhol, ikona popkultury pierwszy rzucił: nieważne, co mówią, byleby mówili. Dziś tabunami można liczyć wyznawców tej zasady - by wskazać chyba bez wyjątku współczesnych celebrytów. Powinniśmy zatem tylko z dziką radością przyjąć zainteresowanie Neszego Dziennika portalem www.niemcy-online.pl. A jednak trudno przejść obojętnie obok steku bzdur. Więc z jednej strony radujemy się, jak nakazuje Andy Warhol, z drugiej wyjaśniamy bzdury.
Tekst "Kto płaci, ten wymaga" ukazał się w wydaniu papierowym, ale zaistniał też na stronie internetowej tutaj. Redaktor (?) Anna Ambroziak wykonała telefon do mnie, redaktora naczelnego portalu, powiedziała że "jest z Gazety Polskiej" znalazła "ten interesujący portal" i "chciałaby zapytać o parę spraw, bo ją portal zaciekawił". Zapomniała wspomnieć, że pytanie nie od tak z głupia frant, ale całość nagrywa i to w dość konkretnym celu - mianowicie stworzenia tekstu prasowego. (Pani redaktor (?) zalecam lekturę prawa prasowego!) Później tej cichaczem zarejestrowanej treści nie przesłała do autoryzacji. Absolutnie nie wypieram się swoich słów, ale gdyby Ambroziak darowała sobie te działania "z partyzanta" może usunęlibyśmy kłamstwa, przeinaczenia i bzdury, od których roi się ten paszkwil. A więc po kolei (teksty z artykułu Naszego Dziennika na czerwono):
1. Nieprawdą jest, co Ambroziak pisze we wprowadzeniu do tekstu: Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich (...) uruchomiło portal, który pod pozorem informowania o bieżącej sytuacji w Niemczech serwuje wyłącznie treści wygodne dla Berlina. Jako że trudno polemizować ze stwierdzeniem "pozorne informowanie" i "wyłącznie treści wygodne dla Berlina" polecam lekturę choćby tekstu (powstał 16 grudnia 2009 r - a więc jeszcze przed telefonem Ambroziak) "Muzeum NIEMIECKICH Wypędzeń, POLSKIE obozy" - w którym mocno piętnujemy manierę częstego mówienia o "polskich obozach koncentracyjnych" w niemieckich mediach i zamieszanie wokół Steinbach i fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie. Prezentujemy tam punkt widzenia, który nie tylko nie jest "wygodny" dla Berlina, ale mocno w ów "Berlin" uderza. 2.Nieprawdą jest stwierdzenie: Portal jest finansowany m.in. przez niemieckie fundacje, takie jak np. Fundacja im. Konrada Adenauera, Friedricha Eberta i Roberta Boscha, ulokowane przy konkretnych partiach politycznych.
Portal - o czym poinformowałem autorkę kilkakrotnie w czasie rozmowy - jest finansowany wyłącznie z POLSKICH pieniędzy Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy'ego Brandta. Od niemieckich fundacji tu wymienionych i jakichkolwiek innych nie otrzymaliśmy ani złotówki. Także o takie pieniądze się nie staramy. Ta uwaga jest istotna w kontekście tytułu publikacji Naszego Dziennika "Kto płaci, ten wymaga". Sugeruje on wprost, że, jeśli pracujemy za niemieckie pieniądze, to chodzimy na niemieckim pasku - posługując się stylistyką ultrakatolickiego dziennika. Być może takie intelektualne prostytuowanie ("kto płaci, ten wymaga"?) uchodzi w redakcji pani Ambroziak. Niemcy-online.pl są niezależni światopoglądowo. 3. Półprawdą jest stwierdzenie: Jak deklarują twórcy portalu, ma on na bieżąco informować o wydarzeniach w Niemczech "istotnych z polskiego punktu widzenia". - Tworzymy portal, który ma najszersze i najbardziej profesjonalne informacje na temat Niemiec; odpowiednik warszawskiego Ośrodka Studiów Wschodnich - deklaruje Witold Raczyński z Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy'ego Brandta na Uniwersytecie Wrocławskim. Staramy się informować o tym wszystkim, co dzieje się w życiu politycznym, kulturalnym i gospodarczym Niemiec. Jesteśmy niezależni politycznie i światopoglądowo - deklaruje Raczyński. Wszystko co tu powiedziane jest prawdą, z tym uchybieniem, że Witold Raczyński nie pracuje dla portalu, ani na nim nie publikuje, a redaktor (?) Ambroziak z nim nie rozmawiała. Wkłada mu w usta teksty z okólnika prasowego, który rozesłaliśmy do mediów celem poinformowania o portalu. Świadczy to o braku elementarnego profesjonalizmu autorki paszkwilu, która zresztą w trakcie rozmowy przyznała, że jeszcze żadnego artykułu na portalu nie czytała i była zdziwiona, że portal już działa (działa od października). 4. Przeinaczeniem jest stwierdzenie: na portalu ma zostać rozbudowana specjalna zakładka "Edukacja", przygotowywana wspólnie ze studentami kierunków germanistyki wrocławskich uczelni. Redaktor naczelny portalu Tomasz Sikora nie potrafił jednak sprecyzować, na jakich materiałach źródłowych te edukacyjne teksty mają się opierać. - Na rozlicznych, z jednej strony na bazie własnych doświadczeń, z drugiej strony - na podstawie... wszystkiego, co jest do dyspozycji - tłumaczy. Zakładkę "edukacja" po części przygotowują studenci polskich uczelni. Faktycznie trudno konkretnie sprecyzować na jakiej podstawie będą pracowali przygotowując informacje o współczesnej niemieckiej kulturze, albo recepcji polskiej literatury w Niemczech. Być może w Naszym Dzienniku jest ograniczana odgórnie literatura przedmiotu i podmiotu. My żadnego Index librorum prohibitorum nie prowadzimy. Liczy się tylko profesjonalizm tekstu, sprawdzanego często przez redaktorów z tytułami profesorskimi.
Już teraz można tam znaleźć teksty, w których podkreśla się walory mającego powstać wspólnego podręcznika polsko-niemieckiego do nauki historii, który "należy do największych przedsięwzięć na polu naukowo-dydaktycznym w stosunkach polsko-niemieckich" i który ma być "symbolem autentycznego porozumienia między Polakami i Niemcami". Chodzi o tekst "Polsko-niemiecki Podręcznik" doktora Dariusza Wojtaszyna publikowany tutaj. Można z niego dowiedzieć się, że idea powstania wspólnego podręcznika nie jest nowym pomysłem, pojawiła się już znacznie wcześniej. Jednym z jej inicjatorów była powstała w 1972 roku i istniejąca do dziś Wspólna Polsko-Niemiecka Komisja Podręcznikowa. Przez cały okres swojej działalności Komisja dążyła do stworzenia ram dla porozumienia historyków i geografów z Polski i Republiki Federalnej Niemiec, prowadząc nieprzerwanie trudny dialog podręcznikowy, omawiając w trakcie odbywających się cyklicznie konferencji kwestie sporne. W pracach tego gremium uczestniczyli najwybitniejsi specjaliści zajmujący się historycznymi i geograficznymi aspektami stosunków polsko-niemieckich, a także autorzy podręczników, nauczyciele, wydawcy oraz przedstawiciele instytucji oświatowych. Szkoda, że redaktor (?) Ambroziak nie wysiliła się choćby trochę, by poznać tę ideę, zanim ją zmieszała z błotem ex cathedrae. Idea wspólnego podręcznika jest niewykonalna. Jestem ciekaw, jak w takim podręczniku zostałaby przedstawiona kwestia ziomkostw niemieckich czy historia Górnego Śląska. Obawiam się, że taki podręcznik będzie prezentował stanowisko strony niemieckiej, że będzie to próba narzucenia niemieckiej wizji historii i gloryfikacji niemieckiej polityki "pokojowej". Gdyby Niemcy chcieli pokazać prawdziwą historię relacji polsko-niemieckich, musieliby przedstawić drapieżny pazur swojej ekspansjonistycznej polityki wobec Polski, a na to się przecież nie zdecydują. Z radością polscy i niemieccy historycy podjęliby polemikę z posłem Arturem Górskim z PiS. Może przedstawiając już powstałe fragmenty podręcznika? W przeciwieństwie do Naszego Dziennika publikującego poglądy "jedynie słuszne", niemcy-online.pl są otwarte na dyskusję. Bo w polsko-niemieckim dialogu najważniejsza jest właśnie wymiana poglądów i wspólna praca, a nie okopywanie się na swoich pozycjach. 5. Nieprawdą jest stwierdzenie (...) co do owej niezależności światopoglądowej czy politycznej Centrum, to jest ona iluzoryczna. Przecież fundacje niemieckie, które wspierają Centrum finansowo, są usytuowane przy konkretnych partiach politycznych. Kto płaci, ten wymaga, a płacą Niemcy - konkluduje Artur Górski, poseł PiS. Jeśli chodzi o niemcy-online.pl to płacą wyłącznie Polacy. Gdy chodzi o Centrum Willy'ego Brandta jest ono prowadzone przez Uniwersytet Wrocławski i DAAD czyli Niemiecką Centralę Wymiany Akademickiej, ciało federalne, dzięki któremu setki polskich uczniów i studentów jeździ do Niemiec na stypendia, uczy się języka, rozwija się naukowo. DAAD nie ma wpływu na pracę naukową Centrum, a jedynie zapewnia środki na badania. Tych informacji nie ukrywamy są dostępne na stronie niemcy-online.pl i www.wbz.uni.wroc.pl. Zachęcam redaktor (?) Ambroziak do lektury. To prostsze niż tworzenie teorii spiskowych. 6. Nieprawdą jest stwierdzenie Według prof. Mieczysława Ryby, członka Kolegium IPN, wykładowcy w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, wszystko to zmierza w kierunku subiektywizowania historii. Przykładem jest też reklama na portalu niemieckich filmów traktujących o ogromie zniszczeń w powojennym Berlinie, który określa się tu jako "jedną z ofiar reżimu III Rzeszy". Na portalu nie ma ani takiej reklamy, ani takiego artykułu. Nie ma i nie było. Jest artykuł naukowy dr Andrzeja Dębskiego, filmoznawcy "Mur Berliński w filmie niemieckim" prezentujący wnikliwy przegląd niemieckich filmów tematyzujących Berlin. Zachęcamy wykładowcę Toruńskiej Uczelni (?) do lektury. Uspokajamy. To artykuł filmoznawczy a nie relatywizujący historię. 7. Prawdą jest stwierdzenie Portal internetowy NIEMCY-ONLINE.pl działa niekomercyjnie. Centrum Willy'ego Brandta finansuje jedynie koszty związane z utrzymaniem serwera oraz wynagrodzenie redaktora naczelnego Redaktor (?) Ambroziak na kilkudziesięciozdaniowy tekst udało się napisać na finał 2 (słownie: dwa) zdania zgodne z rzeczywistością. Jako wykładowca dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim i czynny dziennikarz Radia Wrocław jestem pod wrażeniem. Nawet chcąc trudno stworzyć tekst dalszy od prawdy. Tekst uzupełniają (?) wypowiedzi ekspertów, z którymi polemizować trudno, bo każdy ma prawo do swoich osądów. Aczkolwiek zachęcamy i posła Górskiego i prof. Rybę do zabrania głosu w dyskusjach na niemcy-online.pl. W przeciwieństwie do redaktorki Naszego Dziennika zapewniamy o możliwości swobodnego i niecenzurowanego w żaden sposób wyrażania myśli. Teksty prześlemy do autoryzacji, i nie będziemy nagrywać z przyczajki. Acha, i pracujemy za polskie pieniądze. red. nacz. portalu niemcy-online.pl Tomasz Sikora
|