Polskie media zrobione na szaro! Jak informuje Rzeczpospolita (a potem rakiem się z tego wycofuje) Centrum Wypędzonych miałoby się znacznie zmienić. Zmian nie będzie bo cała akcja jest mistyfikacją niemieckich artystów.
Tomasz Sikora
Rzeczpospolita tutaj piórem swojego berlińskiego korespondenta Piotra Jendroszczyka donosi o zmianach "Widocznego znaku". Przypomnijmy - to muzeum wypędzeń, które powstanie w Berlinie, a będzie kierowane przez fundację "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie". O miejsce w radzie tej fundacji dla Eriki Steinbach trwa spór między Związkiem Wypędzonych a członkami niemieckiego rządu. Spór na razie wydawał się bez rozwiązania. Do wczoraj. Wtedy najpierw agencja dpa (odpowiednik Polskiej Agencji Prasowej) opublikowała depeszę o zmianach proponowanych przez prezydenta Horsta Koehlera. Pomysły prezydenta były rewolucyjne i całkowicie zmieniające kształt Fundacji. Dlatego dziennikarze do komunikatu podeszli z rezerwą. Poza polską "Rzeczpospolitą"
Po pierwsze Jendroszczyk nie wspomniał, że o wszystkim dowiedział się z komunikatu dpa, tylko pisze, jakby sam do informacji dotarł. Jak stwierdza w artykule "Widoczny znak ma być inny": jak się dowiedziała „Rz”, w grę mogłyby wchodzić osoby z terenów byłej Jugosławii, które doświadczyły skutków czystek etnicznych. W radzie fundacji miałyby zasiadać o trzy osoby więcej: 16 zamiast 13. Nie tylko Rzeczpospolita dała się nabrać. Informacje, korzystając z depeszy dpa i nie potwierdzając u źródła podały media elektroniczne. To nie pierwsza wpadka związana z Centrum Wypędzonych. Na początku tygodnia posłowie z CDU i CSU, zażądali od ministra Guido Westerwelle, by sprawdzić życiorysy i wypowiedzi "polskich członków rady fundacji, ponieważ Polacy bez przerwy wskazują życiorys i wypowiedzi Steinbach, a sami są niewiele lepsi. Ta prośba deputowanych wywołała konsternację w niemieckim MSZcie, ponieważ w fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie" nie zasiada żaden Polak. Niemieccy posłowie wykazali się kompletną niewiedzą i zawstydzeni przepraszali za swój list. Wczorajsza akcja to z kolei prowokacja, z którą fundacja "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie", czy prezydent Koehler nie mieli nic wspólnego. To akcja niemieckiej grupy artystycznej "Centrum Politycznego Piękna". Artyści i performerzy wysłali do dpa fałszywy komunikat prasowy. Opowiadał o rzekomych i jak już wiemy nieprawdziwych zmianach w projekcie muzeum wysiedleń w Berlinie. Według nich miało dojść do ograniczenia wpływu Związku Wypędzonych kierowanego przez Steinbach na losy Centrum Wypędzonych. Tak naprawdę to artyści chcieliby, by zaproponowane przez nich zmiany weszły w życie. Jak powiedział, jednocześnie wyjaśniając całe zamieszanie, jeden z pomysłodawców akcji Christoph von Dueren, była to forma krytyki pod adresem fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie". My chcielibyśmy, by te zmiany, które włożyliśmy w usta fundacji, naprawdę się na ich ustach pojawiły. Bo to sensowne rozwiązanie tłumaczy von Dueren. Na razie fundacja to projekt wyłącznie niemiecki - a przecież wciąż istnieje problem losu milionów współczesnych uchodźców na świecie. Co było w tym "fałszywym komunikacie"?
1. Obecnie 13-osobowa rada fundacji miałaby zostać rozszerzona o kolejne trzy osoby. Osoby, które doświadczyły ucieczek i wypędzeń niedawno, choćby na terenach dawnej Jugosławii. 2. Niemcy, jako kraj który wyciągnął naukę z własnych doświadczeń, związanych z wypędzeniami, miałyby doradzać w sprawie wypędzeń i rozstrzygania konfliktów związanych z wypędzeniami w całej Europie, a potem na całym świecie. 3. Fundacja zajmie się też wypędzeniami ostatnich lat. Ma ukazać losy uchodźców na całym świecie.
Dobrze sfabrykowana informacja zawierała słowa prezydenta Niemiec Horsta Koehlera, ministra kultury Bernda Neumanna, fałszywe numery telefonów do zmyślonego rzecznika prasowego fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie", a także odesłanie do strony internetowej fundacji, którą faktycznie utworzyli pomysłodawcy akcji. Stronę znajdziesz tutaj.
Grupa "Centrum Politycznego Piękna" określa siebie jako "think-tank" zaangażowanej sztuki, który poprzez rozmaite akcje, spektakle i wystawy zwraca uwagę na między innymi na los afrykańskich uchodźców. Charakterystyczna cechą członków są twarze performerów wysmarowane czarną farbą. Więcej o Politycznym Pięknie dowiesz się tutaj. Fundacja, w której ma zasiadać Steinbach, twierdzi, że chce być ogólnoeuropejska. To nie prawda, bo w jej radzie zasiadają wyłącznie niemieccy członkowie. Jest czysto germanofilskim projektem - ocenił Christoph von Dueren tym razem w oświadczeniu dla Polskiej Agencji Prasowej.
Nie można mówić o pojednaniu, gdy jedynie Niemcy rozmawiają ze sobą. Przegapiono szansę upamiętnienia losu milionów uchodźców na całym świecie, chociażby tych, którzy toną w strefach śmierci na Morzu Śródziemnym u granic Unii Europejskiej - dodał Dueren. ============= z ostatniej chwili: oto sprostowanie Rzeczpospolitej.
|